Piszę powieści o kobietach nieheteronormatywnych – ale po co​?

Zadam inne pytanie: a dlaczego miałoby ich nie być w powieściach? Chociaż do mainstreamu pisarskiego dostają się głównie powieści dla heteronormatywnych czytelniczek, to i ja, prosto ze środowiska LGBT+, mam coś w tej kwestii do powiedzenia. Cztery lata temu (z kawałkiem) podpisałam umowę na wydanie I tomu Trylogii Różanej – pierwszej w Polsce książki dla kobiet homo i biseksualnych. Od tego się zaczęło.

W dzisiejszym świecie LGBT to nadal temat, który budzi kontrowersje. W wielu serialach czy filmach można dostrzec zaledwie poboczne wątki, czasami wybijające się na pierwszy plan. W polskich powieściach są one ignorowane – no bo w erotykach nic nie sprzeda się tak dobrze, jak typowy bad boy i heteroseksualna laska. W niektórych pozycjach z ostatnich lat można było dostrzec seksualne powiązania między kobietami, ale nikt nie rozwinął wystarczająco tematu. Dlatego moja Trylogia Różana była czymś zupełnie nowym, dedykowanym kobietą nieheteroseksualnym. Bo sama nią jestem, bo sama lubię panie.

Piszę więc, bo brakuje książek dla tęczowego środowiska

I to w każdym gatunku – nie tylko w erotykach. O ile zagraniczny rynek zalewa tęcza w postaci mnóstwa zadrukowanych na papierze historii kryminalnych, obyczajowych, romansowych, o tyle u nas książki dla lesbijek można policzyć na palcach dwóch rąk. Statystyka nie zmienia się w szalonym tempie z roku na rok. Z naszego gatunku (erotyk dla kobiet LGBT+) pojawiła się tylko jedna książka na rynku – i jest to pozycja Marty Motyl („Kolekcjonerka”, wyd. Lira).

Trochę smutne, nie? Mnie zawsze to przejmuje. Zastanawiam się wtedy, dlaczego tak mało polskich pisarek, ba, tak mało kobiet ze środowiska chce opisywać nasze życie. Że nie chcą pokazywać, jak ciekawie żyje się w trwałych związkach kobiecych. Wiem, że boją się reakcji, a przecież można ukryć się pod pseudonimem. Mamy wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia dla innych pań niehetro. Dlaczego, po co? Bo literatura wspiera. Nie bez powodu Trylogia Różana rozeszła się dzięki poczcie pantoflowej. Panie czytały mój erotyk nie dlatego, że lubią ten gatunek – wiele z nich przeczytało książkę, traktując ją jako OBYCZAJ. Ale sięgnęły po nią, by móc czytać o sobie, o swojej seksualności i o swoim soczyście przedstawionym kawałku świata. Bo literatura dedykowana daje radość o wiele większą, niż pozycje, z którymi nie możemy się utożsamić.

Piszę, bo nie cierpię czytać: „nie mogę się utożsamić z lesbijką/biseksualną bohaterką”

No właśnie. Osoby homoseksualne często nie znajdują frajdy w czytaniu erotyków – a bardzo je lubią. Tak samo jest z opowieściami obyczajowymi. Gdzieniegdzie natkniemy się na krótki wątek córki sąsiada, co to jest lesbijką, częściej spotkamy stereotypowego już przyjaciela geja. Mało jest pozycji, w których panie grają główną rolę – i kochają się w sobie lub mają wspólną przeszłość. Właśnie dlatego tworzę swoje historie, a w lato 2020 roku (jak epidemia pozwoli) wyjdzie mój pierwszy obyczaj LGBT – fabuła pełna dwóch kobiet, które ruszają w drogę kamperem, by przekonać się, że na jej końcu pozostaną im tylko wspomnienia. I z tym się utożsamiam, bo sama mogłabym być z kobietą. Bo sama z kobietą byłam.

Piszę, bo drażnią mnie komentarze pod tytułem: „wątek LGBT nie może być głównym wątkiem”

„Ale mnie drażni ta tęczowa propaganda”. „Mam już dość tych wątków LGBT, hetero się tak nie afiszują!”. „Akceptuję i lubię wątki LGBT, ale cała książka?! To za dużo!”. Tak, takie komentarze są doskonale widocznie przy recenzjach niektórych powieści, co doprowadza mnie do szału. Wątek LGBT powinien i może być głównym wątkiem. Perypetie w związku z relacją obu bohaterek, także w NA/YA fantasy to tak samo ciekawy dodatek, jak perypetie w tej samej książce, w wykonaniu osób kochających ludzi o innej płci. Szczegół jest taki, że my, jako osoby tęczowe, możemy czerpać większą satysfakcję z fantastycznej opowieści (w tym akapicie mowa o książce marki wyd. Poznańskiego „Te wiedźmy nie płoną”. Recenzje lub opinie można znaleźć na lubimyczytać.pl). I to jest świetne. I to jest potrzebne.

Wiem, że jeszcze kilka razy napiszę takie książki, bo to część mojej tożsamości. Zarówno jako osoby prywatnej, a jednocześnie jako pisarki. Gdyby nie tematyka LGBT i połączenie jej z erotykiem, minąłby jeszcze długi czas, nim zdecydowałabym się napisać i wydać powieść. I to z sukcesem, bo z każdym miesiącem od premiery II i III tomu Trylogii Różanej wchodzimy na zupełnie nowy poziom świadomości i zyskujemy nowe czytelniczki. A to dla mnie wiele znaczy. Czasami nie wiem nawet, jak opisać radość, kiedy rynek wydawniczy decyduje się wydać coś, co jest u nas kontrowersją, dodatkiem, ewentualnie takim smaczkiem, a powinno być… normą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *