Jak przygotować proces wydawniczy książki? [SELF-PUBLISHING]

Czyli witaj w świecie, w którym nic nie jest tak proste, jak powinno być. Ja w tym roku wypuszczam czwartą książkę jako self-pub i mały wydawca jednocześnie. W ciągu tych kilku miesięcy nauczyłam się ważnych rzeczy: deadline jest święty tylko dla ciebie, opóźnienie zdarzy się zawsze i nie próbuj spakować więcej niż 100 paczek w jeden wieczór.

Chociaż na Spisku Pisarzy dałam już kilka takich wpisów, cały czas coś nowego zaskakuje mnie w procesie przygotowania własnej książki do druku. Teraz też zmieniam formułę całego procesu – dodałam do niego nowe opcje, takie jak podwójna korekta czy mocny zespół blogerów recenzentów.

Plan – czyli co?

Czyli coś, bez czego zbyt daleko nie pojedziesz. Jeśli nie cierpisz planować, to możesz mieć mały problem. Zgubisz się już na przygotowaniu całego procesu w taki sposób, by nie mieć miesięcznych opóźnień. A one, jeśli decydujesz się na przedsprzedaż książki, są absolutnie niepożądane. Można, owszem, spóźnić się tydzień lub dwa, ale miesięczna obsuwa to bardzo zły pomysł.

Zastanów się więc nad planem na samym początku – nie nad okładką czy składem powieści. Wypisz wszystkie najważniejsze etapy zadbania o to, by książka za tych kilka, kilkanaście tygodni prezentowała się po prostu świetnie. Naucz się obcować z wypisanymi zadaniami i realizuj je od początku do końca.

Co jest w moich planach najważniejsze? Przede wszystkim ich dokładna rozpiska. Pod nazwą redakcja nie kryje się tylko i wyłącznie jednorazowe sprawdzenie, czy do najnowszej książki niechcący nie przeniosłam sztucznych dialogów, dziwnych sytuacji i innych niepotrzebnych rzeczy. Rozbijam ją na aż cztery dodatkowe podetapy, czyli:

Redakcja – I redakcja, II redakcja, redakcja autorska oraz korekta.

To ten etap, w którym mogę maksymalnie pochylić się nad fabułą. W poprzednich projektach miałam tylko dwa etapy sprawdzenia tego, co napisałam ze współautorką Trylogii Różanej. W przypadku “Kampera” chcę być maksymalnie dokładna.

Kolejny etap do rozpisania to:

Skład, okładka i druk książki – korekta po składzie, egzemplarz próbny.

W tym etapie należy zawrzeć skrupulatne przeczytanie pliku książki po składzie – czasami na tym końcowym etapie znajdujemy wiele różnych chochlików. Może to robić autor lub osoba, z którą współpracujemy. Polecam jednak samodzielne przeczytanie powieści. Przyda się na sam koniec planowania, czyli na promocję. Egzemplarz próbny, czyli próbny wydruk, również jest szalenie istotny. Nim zainwestujemy w druk nakładu 500-1000 egzemplarzy, warto zobaczyć, czy książka na pewno wygląda tak, jak sobie to wyobrażaliśmy.

Trzeci etap to:

Promocja, dystrybucja i dzień premiery – wiele różnych zadań

Wiele, bo chociażby moja promocja obejmuje: znalezienie i kontakt z recenzentami i influencerami promującymi treści LGBT+, przygotowanie strony lądowania ze sprzedażą, napisanie do wybranych dystrybutorów (Helion Logistyka + Legimi + księgarnie LGBT-friendly), przygotowanie dodatków do Kampera, zakładek, kopert i innych drobiazgów, dzięki którym paczki będą ciekawe, ładniejsze. Warto się przy tym etapie zastanowić nad tym, jak ma wyglądać premiera. Moja odbędzie się w jednej z autorskich grup. Wrzucę też lajwa lub wideo na moje strony autorskie.

Jak wyznaczyć terminy?

Innymi słowy – pracy jest dużo. Postanowiłam wrzucić rozpiskę, ile mniej więcej zajmuje mi każdy etap. Założyłam sobie, że proces wydawniczy rozpocznę 25 czerwca, a skończę 27 września, w dzień premiery. Powieść skończyłam pisać 23 czerwca. Nie miałam zbyt wiele czasu na odpoczynek, ale już wcześniej poinformowałam firmę podwykonawczą, że do 15 lipca dostanie tekst sprawdzony przeze mnie i I redaktora. Niewiele, niewiele!

Redakcja powieści z założenia może zająć nawet miesiąc przy problematycznym tekście. Wypytując jednak redaktorów, mogę powiedzieć, że 2-4 dni na arkusz wydawniczy to absolutne minimum, jeśli tekst jest dobry, poprawny. To, w przypadku 6 arkuszy wydawniczych “Kampera” daje nam około 12-24 dni na II etap redakcji. Sporo. Oznacza to, że tekst przed korektą wylądowałby u mnie na końcu lipca lub na początku sierpnia. Korekta zajmuje 1-2 dni/arkusz wydawniczy (40 tys znaków ze spacjami), więc daję tydzień, maksymalnie dwa na to zadanie. Okładka robi się obok lub już jest gotowa – co polecam, jeśli chcesz iść w przedsprzedaż. Czytelnicy kupują oczami, więc jeśli zobaczą okładkę, szybciej sięgną po portfel.

Powieść mam złożoną po kolejnym tygodniu – jeszcze przed wrześniem. Bo przecież, żeby wysłać książkę na kilka dni przed premierą, druk muszę zamówić już 1-3 września. Obowiązkowo pamiętam o egzemplarzu próbnym – bez niego ani rusz, serio! Podsumowując:

Redakcja: w zależności od redaktora i stanu tekstu – 2-4 dni na arkusz wydawniczy.
Korekta: 1-2 dni na arkusz wydawniczy (czasami 1 dzień na 2 arkusze)
Redakcja autorska: w zależności od możliwości autora – kilka dni lub kilka tygodni – ogół poprawek redaktorskich, korektorskich, które trzeba zatwierdzić bądź nad nimi po prostu pomyśleć.
Skład: 1-2 tygodnie, w zależności od firmy (Ridero proponuje samodzielne “wlanie tekstu” do specjalnego programu; jest to najszybszy sposób, ale po wielu doświadczeniach i eksperymentach niezbyt polecam tę opcję).
Okładka: 2-3 tygodnie (ze znalezieniem odpowiednich zdjęć i pomyśleniem, jak widzimy okładkę)
Druk + druk próbny: druk w Sowie to zazwyczaj 1,5 tygodnia (licząc w dniach roboczych). Druk próbny zajmuje 2-4 dni z wysyłką. Bezpiecznie jest policzyć 2,5-3 tygodnie na druk, zwłaszcza jeśli coś nam nie będzie pasowało w okładce lub w składzie po obejrzeniu egzemplarza testowego.
Wysyłka książek kupionych w przedsprzedaży: ostatnie pakowanie około 100 egzemplarzy zajęło 8 godzin. Pakowanie w dwie osoby 150 paczek po dwie książki + dodatki = 15 godzin. Jeśli nie chcesz zwariować, daj sobie chociaż 3-4 dni na samo pakowanie, nadawanie, drukowanie etykiet.

Żeby móc zaplanować deadline działań, należy również od razu porozmawiać na ten temat z grafikiem, redaktorem, składaczem, a także wysłać maila do drukarni. Jak wspomniałam i wspominać będę – każdy pracuje w innym tempie.

Dodam, że ostatni punkt, ten o promocji, warto realizować w chwilach między redakcjami i zaklepywaniem składu. Im szybciej znajdziemy patronatów i recenzentów, tym mniejszy będziemy mieć stres później. Nałożenie loga na gotową okładkę to kwestia chwili, a dystrybutorzy i tak dają odpowiedź po kilku dniach, jeśli chodzi o nawiązanie współpracy. Trzy miesiące intensywnej pracy to minimum dla osoby doświadczonej – jeśli jesteś debiutantem i chcesz być selfem, daj sobie pół roku na przygotowanie książki i przeprowadzenie profesjonalnej redakcji.

Skąd na to wziąć pieniądze?

No dobra, fajnie mi się mówi – profesjonalna redakcja przecież kosztuje, a jednym z moich redaktorów jest prawie-mąż. No jasne. Cały proces wydania książki zaczyna się od kilku tysięcy, a kończy na kilkudziesięciu tysiącach złotych. Ja staram się go zamykać w około 5 tysiącach, ale wychodzi różnie. Naprawdę różnie.

Dlatego korzystam z przedsprzedaży – to odpowiedzialna, ale i fajna forma pozyskania funduszy. Wyznaczam minimum, które muszę zebrać od czytelników – w przeciwnym razie oddaję im pieniądze. Jednak jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło. Dzięki przedsprzedaży można zebrać pieniądze na najdroższe elementy przygotowania powieści – druk oraz profesjonalną redakcję.

Jeśli założyliście już firmę, bo na przykład żyjecie z blogowania czy copywritingu, możecie w czasach koronawirusa skorzystać z bezzwrotnej pożyczki do 5 tysięcy złotych. Ja wniosek złożyłam i czekam na rozpatrzenie. Również można skorzystać z przestojowego (2080zł), które wykorzystasz, by zapłacić chociażby za druk pierwszych egzemplarzy. W przypadku “Kampera” wystarczy mi to na druk ok. 300 egz. powieści.

Ważne jest również odłożenie pieniędzy na proces wydawniczy – po prostu. Dodatkowy tysiąc lub dwa przydadzą się na przykład na koperty, wydruk własnoręcznie zaprojektowanych zakładek w Canvie (moje drukuję w CUDDRUK, dopłacam za lekkie przekształcenie projektów tak, by dało się je wydrukować). Bez oszczędności może być po prostu ciężko.

O czym musisz pamiętać?

Nie zapomnij o ISBNie, który możesz załatwić sobie za darmo z serwisu ISBN. Zrób to w połowie procesu wydawniczego, na spokojnie wypełnij wniosek. Dzięki temu zapłacisz za usługę druku nie cenę netto + 23%, ale netto + 5% VAT. Różnica, wierzcie mi, jest ogromna.

Staraj się zawalczyć o szerszą dystrybucję – chociaż ja z Tomkiem jesteśmy #teamwłasnasprzedaż, wiele firm dystrybujących jest chętnych na współpracę z autorem z jedną powieścią, chociażby Helion, Motyle Książkowe czy Legimi. Porozmawiaj też z lokalnymi księgarniami.

Bądź szczera z czytelnikami, którzy ci zaufali i zamówili powieści w ramach przedsprzedaży. Nawet jeśli uwzględnisz, np. miesięczne opóźnienie, problemy związane z przygotowaniem książki mogą zaskoczyć nawet najbardzej poukładanego autora – ja tak mam z okładką, z której realizacji w połowie projektu zrezygnowała graficzka. Drukarnia również może mieć opóźnienie – ba, sam COVID może stać się problemem. Jeśli tak będzie, uświadom o tym czytelników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *